Zasoby naturalne

Czy cywi­li­za­cja prze­my­słowa w obec­nym kształ­cie prze­trwa?

02 października 2014 min
(galeria fotografii)

Jak wia­domo, na Proggu uwa­żamy, że jest to nie­moż­liwe i usil­nie szu­kamy kie­run­ków i pomy­słów na zmiany. Rzadko publi­ku­jemy mate­riały sku­pia­jące się na powo­dach moż­li­wego upadku.

Tym razem jest ina­czej. Jako zachętę do dys­ku­sji przed­sta­wiamy melanż wypo­wie­dzi Den­nisa Meadowsa, autora kla­sycz­nego raportu “Gra­nice wzro­stu”. Wnio­ski pro­fe­sora pora­żają.

Zmiany[1], któ­rych będziemy świad­kami w ciągu naj­bliż­szych kil­ku­na­stu lat będą więk­sze niż te, które zaszły w całym wieku XX.”

Autor cyto­wa­nej wypo­wie­dzi Den­nis Meadows jest pro­fe­so­rem — eme­ri­tu­sem zarzą­dza­nia sys­te­mo­wego i byłym dyrek­to­rem Insty­tutu Badaw­czego Nauk Stra­te­gicz­nych i Spo­łecz­nych przy Uni­wer­sy­te­cie New Hamp­shire, ponadto ukoń­czył stu­dia che­miczne w Min­ne­so­cie i eko­no­miczne w legen­dar­nym Insty­tu­cie Tech­niki w Mas­sa­chu­setts [MIT]. Stał na czele zespołu MIT, który w 1972 roku opra­co­wał na zle­ce­nie mię­dzy­na­ro­do­wego zespołu eks­perc­kiego Klub Rzym­ski naj­waż­niej­szą pracę badaw­czą lat 70-​​tych pt. „Gra­nice wzro­stu”. Ana­li­tycy wyko­rzy­stali kom­pu­tery do budowy modeli pro­gno­zu­ją­cych moż­liwe sce­na­riu­sze przy­szło­ści cywi­li­za­cji prze­my­sło­wej w opar­ciu o aktu­alne trendy wzro­stu popu­la­cji i kon­sump­cji surow­ców. Uwzględ­nili też różné poziomy pro­duk­tyw­no­ści rol­ni­czej, kon­troli uro­dzin oraz wysił­ków w ramach ochrony środo­wi­ska. Wydru­ko­wano 12 milio­nów kopii raportu i roz­po­wszech­niono w 37 języ­kach. Prze­kaz był jed­no­znaczny: przy zacho­wa­niu sta­tus quo, czyli kon­sump­cji wykra­cza­ją­cej poza pojem­ność środo­wi­skową pla­nety, przed rokiem 2030 można spo­dzie­wać się gospo­dar­czego upadku i roz­po­czę­cia gwał­tow­nej reduk­cji populacji.

Pro­fe­sor Meadows doko­nał rewi­zji głów­nego modelu World3 z „Gra­nic wzro­stu” uzu­peł­nia­jąc go o nowe dane w 1994, 2004 i 2012 roku. Uzy­skane wyniki nie tylko potwier­dziły zdu­mie­wa­jącą traf­ność kon­klu­zji wyj­ścio­wej ana­lizy, ale poka­zały, że pro­gnoza była zbyt opty­mi­styczna i cywi­li­za­cja prze­my­słowa zmie­rza do kata­strofy szyb­ciej niż się spodziewano.

Poni­żej przed­sta­wiamy w cz.I frag­menty wywia­dów z Den­ni­sem Meadow­sem z 2012 roku. Nato­miast w cz.II. uzu­peł­niamy je wypo­wie­dziami pro­fe­sora z kon­fe­ren­cji „Era ogra­ni­czeń”, która odbyła się w maju 2014, oraz wyni­kami powtór­nej ana­lizy usta­leń „Gra­nic wzro­stu”, prze­pro­wa­dzo­nej przez bada­czy Uni­wer­sy­tetu w Mel­bo­urne i opu­bli­ko­wa­nej we wrze­śniu 2014.

I.

Kon­fron­tu­jemy się obec­nie z kry­zy­sem bez­ro­bo­cia, kry­zy­sem żywno­ścio­wym, glo­bal­nym kry­zy­sem finan­so­wym i gospo­dar­czym oraz glo­bal­nym kry­zy­sem eko­lo­gicz­nym. Każdy z nich jest ostrze­że­niem, że dzieje się coś nie­do­brego. Co dokładnie?

Den­nis Meadows: W „Gra­ni­cach wzro­stu” z 1972 roku stwier­dzi­li­śmy – i nadal jest to prawdą – że na pla­ne­cie z ogra­ni­czo­nymi zaso­bami nie­ogra­ni­czony fizyczny wzrost naj­zwy­czaj­niej nie ist­nieje. Po prze­kro­cze­niu pew­nego punktu wzrost ustaje. Albo go zatrzy­mamy poprzez zmianę naszego postę­po­wa­nia, albo powstrzyma go pla­neta. Z żalem muszę powie­dzieć, że 40 lat póź­niej w zasa­dzie nie zro­bi­li­śmy nic.

W rze­czy­wi­sto­ści zrów­no­wa­żona przy­szłość – zgodna z wyobra­że­niami więk­szo­ści ludzi – nie jest już moż­liwa. Nie zre­du­ko­wa­li­śmy stru­mieni popu­la­cji, zanie­czysz­czeń, zuży­cia ener­gii i surowców.

W 13 spo­rzą­dzo­nych przez pań­stwa sce­na­riu­szach koniec fizycz­nego wzro­stu [cywi­li­za­cji] – mam na myśli wzrost liczby lud­no­ści, pro­duk­cji żywno­ści i innych arty­ku­łów, które kon­su­mu­jemy – zaczyna się w pierw­szej poło­wie XXI wieku. Czy kry­zys finan­sowy jest tego częścią?

Nie można porów­ny­wać naszej obec­nej sytu­acji w ten spo­sób. Załóżmy, że mamy raka i wywo­łuje on gorączkę, bóle głowy i inne dole­gli­wo­ści. Ale to nie one są praw­dzi­wym pro­ble­mem, tylko nowo­twór. Jed­nakże sta­ramy się leczyć objawy. Nikt nie wie­rzy, że rak jest w ten spo­sób eli­mi­no­wany. Zja­wi­ska takie jak zmiana kli­matu i głód są jedy­nie obja­wami cho­roby Ziemi, które nie­uchron­nie pro­wa­dzą do końca wzrostu.

Rak jako meta­fora nie­kon­tro­lo­wa­nego wzrostu?

Tak. Zdrowe komórki w pew­nym momen­cie prze­stają rosnąć. Komórki nowo­two­rowe roz­mna­żają się, aż spo­wo­dują śmierć orga­ni­zmu. Wzrost popu­la­cji lub gospo­darki zacho­wuje się dokład­nie tak samo. Ist­nieją tylko dwa spo­soby, aby zmniej­szyć wzrost ludz­ko­ści: reduk­cja liczby uro­dzeń lub zwięk­sze­nie śmier­tel­no­ści. Który by pan wybrał?

Nikt nie chce decydować.

Ja także. Zresztą i tak utra­ci­li­śmy już moż­li­wość wyboru. Dokona go nasza planeta.

W jaki sposób?

Pozo­stańmy przy die­cie. Skal­ku­lujmy ilość żywno­ści na osobę od lat 90-​​tych. Pro­duk­cja rośnie, ale liczba lud­no­ści rośnie szyb­ciej. Za każdą kalo­rią żywno­ści na naszym tale­rzu jest dzie­sięć kalo­rii paliw kopal­nych lub ropy wyko­rzy­sty­wa­nej przy jej pro­duk­cji, trans­por­cie, maga­zy­no­wa­niu, przy­go­to­wa­niu i usu­wa­niu. Im mniej rezerw taniej ropy i paliw kopal­nych, tym wyż­sze ceny żywności.

Zatem nie jest to tylko pro­blem dystrybucji?

Oczy­wi­ście, że nie. Jeśli podzie­limy żywność spra­wie­dli­wie, nikt nie będzie gło­do­wał. Ale fak­tem jest, że jej pro­duk­cja wymaga paliw kopal­nych, takich jak ropa, gaz i węgiel. Ale ich zasoby są na wyczer­pa­niu. Eks­plo­ata­cja nowych złóż ropy i gazu łupko­wego nie ma zna­cze­nia – prze­kro­czy­li­śmy szczyt wydo­by­cia ropy [Peak Oil] i gazu. Ozna­cza to ogromny nacisk na cały system.

Wszyst­kie znane nam surowce natu­ralne ule­gają wyczer­pa­niu. Można się tylko domy­ślać, gdzie nas to zapro­wa­dzi. Ist­nieje zbyt wiele gdy­ba­nia w odnie­sie­niu do przy­szło­ści: gdyby ludzie byli mądrzejsi, gdyby nie było wojny, gdy­by­śmy doko­nali tech­no­lo­gicz­nego prze­łomu etc. Już teraz nie możemy sobie pora­dzić z naszymi pro­ble­mami, a wraz z upły­wem czasu będą się tylko nasilać.

Winny jest nasz spo­sób pro­wa­dze­nia interesów?

Nasz sys­tem gospo­dar­czy i finan­sowy jest narzę­dziem, które opra­co­wa­li­śmy i które odzwier­cie­dla nasze cele i war­to­ści. Ludzie nie mar­twią się o przy­szłość, kon­cen­trują się wyłącz­nie na pro­ble­mach bie­żą­cych. Dla­tego mamy tak poważny kry­zys zadłu­że­nia. Dług jest prze­ci­wień­stwem obawy o przy­szłość. Każdy, kto zadłuża się mówi: Nie obcho­dzi mnie to, co się sta­nie. A gdy dla wielu ludzi przy­szłość nie ma zna­cze­nia, two­rzą sys­tem gospo­dar­czy i finan­sowy, który nisz­czy przy­szłość. Możesz go sobie dostra­jać i refor­mo­wać. Tak długo, jak war­to­ści ludzi pozo­staną bez zmian, sys­tem będzie trwał nadal. Jeśli dasz pew­nemu czło­wie­kowi mło­tek, a on zabije nim sąsiada, zmiana młotka w niczym nie pomoże. Nawet bez tego narzę­dzia osoba ta pozo­staje poten­cjal­nym mordercą.

Dla­czego tak trudno jest ludziom i poli­tyce przejść od wzro­stu opar­tego na ilo­ści do wzro­stu bazu­ją­cego na jakości?

Decy­den­tami, któ­rzy byli nie­zwy­kle sku­teczni w wytwa­rza­niu i zarzą­dza­niu wzro­stem ilo­ścio­wym są osoby, które w ciągu ostat­nich dzie­się­cio­leci doszły do wła­dzy przez orga­ni­za­cje rzą­dowe i kor­po­ra­cyjne. Teraz ci domi­nu­jący decy­denci nie chcą uznać, że sytu­acja uczy­niła ich wie­dzę i umie­jęt­no­ści mniej istot­nymi. Negują potrzebę przej­ścia do celów jako­ścio­wych. Ponadto opra­co­wa­li­śmy sze­reg sys­te­mów danych eko­no­micz­nych oraz sys­te­mów wspo­ma­ga­nia decy­zji, które pośred­nio za cel biorą wzrost ilo­ściowy. Zatem liczby, na któ­rych się kon­cen­tru­jemy pro­wa­dzą nas do fizycz­nej ekspansji.

Pro­blemy glo­balne utrzy­mują się, ponie­waż wysy­ła­nie sygna­łów alar­mo­wych do głów­nych decy­den­tów powie­rzy­li­śmy sys­te­mom gospo­dar­czym, które kon­cen­trują się na kwe­stiach krót­ko­ter­mi­no­wych igno­ru­jąc dłu­go­ter­mi­nowe i środo­wi­skowe „skutki uboczne”.

Satys­fak­cjo­nu­jące cele wzro­stu ilo­ścio­wego mogą być źródłem ogrom­nych zysków dla orga­ni­za­cji, które rekla­mują się w mediach. Satys­fak­cjo­nu­jące cele jako­ściowe nie ofe­rują tego samego poten­cjału zysku, przy­naj­mniej w krót­kim ter­mi­nie. Zatem reklamy sty­mu­lują wzrost fizyczny. Jeste­śmy w kie­ra­cie, który obraca się coraz szyb­ciej, ale pro­wa­dzi doni­kąd. Aby wytwo­rzyć coraz więk­szą ilość dóbr fizycz­nych, ludzie, kul­tura i środo­wi­sko zostały zde­gra­do­wane w spo­sób unie­moż­li­wia­jący im zapew­nie­nie satys­fak­cji jako­ścio­wej, którą dawały nie­gdyś. Aby zastą­pić te utra­cone war­to­ści – spo­kój, wspólne obco­wa­nie, piękno, zdrowe środo­wi­sko itp. – konsumujemy coraz wię­cej dóbr fizycz­nych. A to degra­duje nasze środo­wi­sko i kul­turę jesz­cze bardziej.

Sys­temy, które orga­ni­zują współ­ist­nie­nie ludzi przy­cho­dzą i odchodzą.

Ale czło­wiek pozo­staje taki sam. W USA mamy sys­tem, w któ­rym normą jest, aby nie­liczni byli obsce­nicz­nie bogaci, a liczni cho­ler­nie biedni, gło­do­wali nawet. Jeśli uzna­jemy taki stan rze­czy za dopusz­czalny, nie pomaga to zmie­nić sys­temu. War­to­ści domi­nu­jące przy­no­szą nie­zmien­nie ten sam wynik. War­to­ści te znaj­dują dobitne odzwier­cie­dle­nie w zmia­nie kli­matu. Kogo ona obchodzi?

Europę?

Chiny, Szwe­cja, Niemcy, Rosja, Stany Zjed­no­czone mają różné sys­temy spo­łeczne, ale w każ­dym z tych kra­jów emi­sje CO2 rosną, ponie­waż ludzie naprawdę mają to gdzieś. W zeszłym roku wypro­du­ko­wa­li­śmy wię­cej dwu­tlenku węgla niż przez całą dotych­cza­sową histo­rię ludz­ko­ści. A wszy­scy dekla­rują chęć jego redukcji.

Co jest nie tak?

Darujmy sobie szcze­góły. Pod­sta­wowy wzór na zanie­czysz­cze­nie CO2 składa się z czte­rech ele­men­tów. Po pierw­sze mamy liczbę ludzi na Ziemi. Mno­żymy ją przez kapi­tał na osobę – jak wiele aut, domów i krów przy­pada na czło­wieka – czyli stan­dard ziem­skiego życia. To z kolei mno­żymy przez współ­czyn­nik zuży­cia ener­gii na jed­nostkę kapi­tału, czyli ile ener­gii potrzeba do wypro­du­ko­wa­nia samo­cho­dów, zbu­do­wa­nia domów i nakar­mie­nia krów. I wresz­cie mno­żymy to wszystko przez ilość ener­gii pozy­ska­nej ze źródeł kopalnych.

W przy­bli­że­niu 80 do 90 procent.

W przy­bli­że­niu. Jeśli chcesz zmniej­szyć cię­żar CO2, łączny wynik tego mno­że­nia musi zma­leć. A co fak­tycz­nie robimy? Sta­ramy się zmniej­szyć udział ener­gii z paliw kopal­nych uży­wa­jąc w więk­szym zakre­sie źródeł alter­na­tyw­nych, takich jak wiatr i ener­gia sło­neczna. Następ­nie dokła­damy sta­rań, aby bar­dziej wydaj­nie wyko­rzy­sty­wać ener­gię poprzez izo­la­cję domów, opty­ma­li­za­cję sil­ni­ków itd. Pra­cu­jemy wyłącz­nie nad aspek­tami tech­nicz­nymi, ale zanie­dbu­jemy cał­ko­wi­cie współ­czyn­nik zalud­nie­nia i jeste­śmy prze­ko­nani, że nasz stan­dard życia jest coraz lep­szy, a przy­naj­mniej pozo­staje taki sam. Igno­ru­jemy liczeb­ność popu­la­cji i spo­łeczne ele­menty rów­na­nia sku­pia­jąc się cał­ko­wi­cie na roz­wią­za­niu pro­blemu od strony tech­nicz­nej. Zatem ponie­siemy porażkę, ponie­waż wzrost stan­dar­dów życia i liczeb­no­ści popu­la­cji jest znacz­nie więk­szy niż oszczęd­ność na wydaj­no­ści i alter­na­tyw­nych źródłach ener­gii. Dla­tego emi­sje CO2 będą rosły nie­prze­rwa­nie. Nie można było roz­wią­zać pro­blemu zmiany kli­matu bez uwzględ­nia­nia istot­nych czyn­ni­ków społecznych.

Ozna­cza to, że Zie­mia bie­rze sprawy w swoje ręce?

Kata­strofy są spo­so­bem na roz­wią­za­nie wszyst­kich pro­ble­mów naszej pla­nety. Ze względu na zmianę kli­matu top­nieją pokrywy lodowe, które powo­dują wzrost poziomu mórz. Szko­dliwe gatunki roz­prze­strze­niają się na obsza­rach, gdzie ich natu­ralni wro­go­wie są w nie­do­sta­tecz­nej licz­bie. Wzrost tem­pe­ra­tury pro­wa­dzi do potęż­nych wia­trów i burz, które z kolei wpły­wają na opady desz­czu. Zatem wię­cej powo­dzi, wię­cej susz.

Na przy­kład?

Grunty, na któ­rych rośnie obec­nie 60 pro­cent psze­nicy Chin będą zbyt suche, aby je upra­wiać. Na Sybe­rii warunki będą bar­dziej sprzy­ja­jące. Nastąpi masowa migra­cja z Chin na Sybe­rię. Ile razy mówi­łem już o tym ludziom na wykła­dach w Rosji? Starsi Rosja­nie byli zanie­po­ko­jeni. Przed­sta­wi­ciele mło­dej elity ogra­ni­czali się do nastę­pu­ją­cego komen­ta­rza: Kogo to obcho­dzi? Po pro­stu chcę być bogaty.

Co należy zrobić?

Znaj­du­jemy się w okre­sie, który wymaga dra­ma­tycz­nej trans­for­ma­cji prak­tycz­nie wszyst­kiego. Obecny sys­tem jest dys­funk­cyjny. Nie powstrzy­mał zmiany kli­matu, nie zapo­biegł kry­zy­sowi finan­so­wemu. Rządy sta­rają się roz­wią­zać swoje pro­blemy poprzez dru­ko­wa­nie pie­nię­dzy, co pra­wie na pewno w ciągu kilku lat przy­nie­sie bar­dzo wysoką infla­cję. To bar­dzo nie­bez­pieczna faza. Wiem tylko, że kiedy w nie­pew­nych cza­sach czło­wiek ma wybór pomię­dzy wol­no­ścią i porząd­kiem, wybiera porzą­dek. Porzą­dek nie­ko­niecz­nie jest prawy i spra­wie­dliwy, ale życie jest w miarę bez­pieczne, pociągi kur­sują na czas…

Czy oba­wia się pan kresu demokracji?

Widzę dwa trendy. Z jed­nej strony mamy dez­in­te­gra­cję państw na mniej­sze jed­nostki, cho­ciażby regiony takie jak Kata­lo­nia, a z dru­giej strony silne, scen­tra­li­zo­wane mocar­stwo. Nie pań­stwo, ale faszy­stow­skie połą­cze­nie prze­my­słu, poli­cji i woj­ska. Demo­kra­cja jest rze­czy­wi­ście bar­dzo mło­dym eks­pe­ry­men­tem społeczno-​​politycznym. I obec­nie nie ist­nieje. Wytwo­rzyła kry­zysy, z któ­rymi nie jest w sta­nie sobie pora­dzić. Demo­kra­cja obec­nie nie wnosi nic z punktu widze­nia przetrwania. System runie od wewnątrz, a nie z powodu zewnętrz­nego wroga.

Mówi pan o „tra­ge­dii wspól­nego pastwiska”.

Jest to pod­sta­wowy pro­blem. Jeśli w danej wsi wszy­scy pasą krowy na buj­nej łące – zwa­nej w Sta­rej Anglii „wspólnotową” – korzyści krót­ko­ter­mi­nowe osią­gają przede wszyst­kim ci, któ­rzy decy­dują się na posia­da­nie więk­szej liczby krów. Ale jeśli potrwa to zbyt długo, trawa ginie, a wraz z nią wszyst­kie krowy.

Zatem mamy w tym wypadku poro­zu­mie­nie w spra­wie moż­li­wie naj­lep­szego wyko­rzy­sta­nia łąki. Szansa na demo­kra­cję w naj­lep­szym wydaniu.

Być może. Ale jeśli sys­tem demo­kra­tyczny nie może roz­wią­zać tego pro­blemu na pozio­mie glo­bal­nym, to praw­do­po­dob­nie wypró­buje dyk­ta­turę. Cho­dzi w końcu o kwe­stie takie jak glo­balna kon­trola popu­la­cji. Ist­nie­jemy na tej pla­ne­cie od 300.000 lat i rzą­dzi­li­śmy na wiele róż­nych spo­so­bów. Naj­bar­dziej udany i efek­tywny był sys­tem ple­mion lub kla­nów, a nie dyk­ta­tury i demokracje.

Tech­no­lo­gia?

Tech­no­lo­gia nie wynaj­duje się sama. Różné osią­gnię­cia były wyni­kiem wielu dekad cięż­kiej pracy i ktoś musi za te pro­gramy zapła­cić. Jed­nym wiel­kim źródłem pie­nię­dzy jest woj­sko. Innym są kor­po­ra­cje. Nie są zmo­ty­wo­wane roz­wią­zy­wa­niem glo­bal­nych pro­ble­mów – moty­wuje je zara­bia­nie pie­nię­dzy. Firmy far­ma­ceu­tyczne w Sta­nach Zjed­no­czo­nych wydają wię­cej pie­nię­dzy na zapo­bie­ga­nie łysie­niu niż na zapo­bie­ga­nie zaka­że­niom HIV. Dla­czego? Bogaci łysieją, a biedni łapią HIV.

Poza tym tech­no­lo­gia to tylko narzę­dzie. Jak już wspo­mnia­łem wszyst­kie narzę­dzia odzwier­cie­dlają war­to­ści i cele osób lub orga­ni­za­cji, które ją opra­co­wują. Ze względu na to, że domi­nu­jące war­to­ści i cele są krót­ko­ter­mi­nowe, ego­istyczne i skon­cen­tro­wane na wskaź­ni­kach eko­no­micz­nych nie ma żadnego spo­sobu na unik­nię­cie upadku.

Tym­cza­sem cały świat swo­jego zba­wie­nia upa­truje w zrów­no­wa­żo­nej, zie­lo­nej technologii.

To fan­ta­zja. Nawet jeśli uda nam się dra­ma­tycz­nie zwięk­szyć wydaj­ność wyko­rzy­sta­nia ener­gii, zasto­so­wa­nie źródeł odna­wial­nych, a także ponieść wiele bole­snych wyrze­czeń, aby ogra­ni­czyć kon­sump­cję, nie mamy żadnych szans na prze­dłu­że­nie życia obec­nego sys­temu. Pro­duk­cja ropy zmniej­szy się w przy­bli­że­niu o połowę w ciągu naj­bliż­szych 20 lat, nawet przy eks­plo­ata­cji pia­sków bitu­micz­nych i łupków ropo­no­śnych. Pro­ces zacho­dzi zbyt szybko. Dyrek­tor Banku Świa­to­wego (ostat­nio odpo­wie­dzialny za świa­towy prze­mysł lot­ni­czy) wyja­śnił mi, że pro­blem Peak Oil [szczyt wydo­by­cia ropy naf­to­wej; przyp. tłum.] nie jest oma­wiany w jego insty­tu­cji, po pro­stu ucho­dzi za temat tabu. Kto­kol­wiek pró­buje go pod­jąć, zostaje natych­miast zwol­niony lub prze­nie­siony. W końcu Peak Oil nisz­czy wiarę we wzrost. Musiał­byś zmie­nić wszystko.

Zwłasz­cza linie lot­ni­cze są w dużym stop­niu zależné od paliw kopalnych.

Otóż to. I dla­tego era taniego maso­wego trans­portu lot­ni­czego wkrótce się skoń­czy. Będzie dostępny w nie­licz­nych, więk­szych kra­jach. Z dużą ilo­ścią pie­nię­dzy możesz kupić ener­gię i spo­wo­do­wać nie­do­bory żywno­ści. Ale nie ukry­jesz się przed zmianą kli­matu, która ude­rza w bied­nych i bogatych.

Nie­które kraje podej­mują ini­cja­tywy naprawcze…

Roz­wią­za­nia pro­ble­mów powszech­nych, które się poja­wiają mają cha­rak­ter lokalny. Pro­blemy glo­balne, któ­rych roz­wią­za­nie zależy od wspól­nych dzia­łań i wizji wielu naro­dów, nie zostały roz­wią­zane: zmiana kli­matu, ter­ro­ryzm, epi­de­mie, roz­prze­strze­nia­nie broni jądro­wej, wyczer­py­wa­nie ryb mor­skich i ropy naftowej.

Czy ist­nieje spo­sób, aby powstrzy­mać te tra­giczne tendencje?

Nale­ża­łoby zmie­nić naturę czło­wieka. Jeste­śmy tak samo zapro­gra­mo­wani jak 10.000 lat temu. Jeżeli jeden z naszych przod­ków mógł być zaata­ko­wany przez tygrysa, on także nie mar­twił się o przy­szłość, tylko o bie­żące prze­trwa­nie. Oba­wiam się, że z powo­dów gene­tycz­nych po pro­stu nie jeste­śmy zdolni pora­dzić sobie ze zja­wi­skami takimi jak zmiana klimatu.

A co z zaso­bami nafty?

Rezerwy ropy szczu­pleją i są coraz droż­sze w eks­plo­ata­cji. Zostaną wyczer­pane. I poja­wia się pro­blem. Oto przy­kład: mam bogatą sąsiadkę. Jej rachu­nek za prąd pochła­nia powiedzmy 1 pro­cent dochodu. Pew­nego dnia ude­rza hura­gan Sandy i dom traci zasi­la­nie. Czy jakość życia sąsiadki spad­nie o 1 pro­cent? Nie. Jedze­nie zepsuje się, świa­tła pozo­staną wyłą­czone, praca będzie nie­moż­liwa. To kata­strofa. Pro­szę się rozej­rzeć wokoło. Krze­sła, okna, świa­tła – wszystko jest tu z jed­nej przy­czyny: korzy­stamy z taniej energii.

Czy kon­cerny nie zare­agują na szczu­ple­jące zasoby inno­wa­cjami, aby utrzy­mać swoją rentowność?

Źródłem dużych zmian nie jest prze­mysł. Przy­kła­dem jest iPhone. Kto go zro­bił? Nie Nokia, nie Moto­rola, ani żaden z innych reno­mo­wa­nych pro­du­cen­tów tele­fo­nów komór­ko­wych. Przy­szedł z Apple’a, firmy spoza branży. Takich przy­kła­dów jest bar­dzo wiele.

A co z obsza­rami, które są kon­tro­lo­wane i regu­lo­wane praw­nie przez państwo?

Z nimi jest jesz­cze gorzej. Nasza histo­ria rybo­łów­stwa poka­zuje, że nisz­czymy eko­sys­temy mórz. Atmos­ferę wyko­rzy­stu­jemy jako bez­płatne wysy­pi­sko odpa­dów prze­my­sło­wych. Nikt nie ma moty­wa­cji, aby je chronić.

Czy pra­gnie­nie prze­trwa­nia nie jest dosta­teczną motywacją?

Jak już wspo­mnia­łem ist­nieją dwa rodzaje dużych pro­ble­mów. Jeden z nich nazy­wam „pro­ble­mami powszech­nymi”, drugi „pro­ble­mami glo­bal­nymi”. Oba doty­kają każ­dego z nas. Róż­nica jest nastę­pu­jąca: pro­blemy powszechne mogą zostać roz­wią­zane lokal­nie przez małe grupy ludzi, ponie­waż nie muszą oglą­dać się i cze­kać na innych. Możesz popra­wić jakość powie­trza w Hano­we­rze nie cze­ka­jąc na podobne dzia­ła­nia Pekinu czy Mek­syku. Jed­nakże pro­ble­mów glo­bal­nych nie da się roz­wią­zać w jed­nym miej­scu. Nie ma żadnych szans, aby Hano­wer upo­rał się ze zmianą kli­matu lub powstrzy­mał pro­li­fe­ra­cję broni jądro­wej. Aby tak się stało, zde­cy­do­wane kroki muszą pod­jąć ludzie w Chi­nach, USA i Rosji. W kwe­stii pro­ble­mów glo­bal­nych nie zro­bimy żadnego postępu.

Ale pro­szę sobie wyobra­zić, jakie zyski sta­łyby się udzia­łem wyna­lazcy nowej, czy­stej i nie­wy­czer­pa­nej energii.

Mam nadzieję, że nie mówimy o fuzji, bo to bzdura. Nawet gdy­by­śmy odkryli nowe, ważné źródło ener­gii, minę­łyby dzie­siątki lat zanim odczu­li­by­śmy jego wpływ. Nawet gdyby nie było żadnego oporu ze strony grup inte­re­sów, zała­ma­nia środo­wi­sko­wego i kli­ma­tycz­nego oraz ceny w postaci ban­kruc­twa mnó­stwa ludzi – nadal zaję­łoby to mnó­stwo czasu. Zatem jeśli ktoś mówi, że tech­no­lo­gia jest w sta­nie natych­miast nas ura­to­wać, naj­zwy­czaj­niej nie ma poję­cia, w jaki spo­sób tech­no­lo­gia jest rozwijana.

Załóżmy, że ma pan rację i upa­dek nadej­dzie. Jak będzie wyglądać?

W róż­nych miej­scach będzie prze­bie­gał ina­czej. Nie­które kraje już znaj­dują się w sta­nie upadku, a ludzie nawet tego nie zauwa­żają. Pra­wie miliard osób przy­miera dzi­siaj gło­dem, a tutaj nikt tego nie dostrzega. I jest jesz­cze pro­blem z pręd­ko­ścią: róż­nica mię­dzy schył­kiem i upad­kiem spro­wa­dza się do szyb­ko­ści prze­biegu. Bogaci mogą wyku­pić się z wielu opre­sji. Koniec paliw kopal­nych będzie prze­bie­gał stop­niowo. Ale zmiana kli­matu i tak ude­rzy w kraje uprze­my­sło­wione bez względu na pozo­stałe oko­licz­no­ści. Zapis geo­lo­giczny wyraź­nie demon­struje, że glo­balna tem­pe­ra­tura nie wzra­sta w spo­sób liniowy. Ska­cze. Kiedy tak się sta­nie, upa­dek nastąpi natych­miast. Oczy­wi­ście to nic nowego. Spo­łe­czeń­stwa powstają i upa­dają od wielu tysięcy lat.

II.

W 2006 roku Den­nis Meadows wystą­pił na kon­fe­ren­cji ASPO w Pizie. Nie prze­pada za poda­wa­niem dat, ale po dłuż­szej per­swa­zji uległ. Stwier­dził, że data upadku – rok 2030 – pro­gno­zo­wana przez modele z 1972 oka­zała się zbyt opty­mi­styczna. Wykład­ni­czy wzrost popu­la­cji i wyko­rzy­sta­nia zaso­bów prze­biega szyb­ciej i ramy cza­sowe prze­su­nęły się w oko­lice roku 2020.

Pod­czas kon­fe­ren­cji „Era ogra­ni­czeń”, która odbyła się w maju 2014, potwier­dził, że praw­do­po­dobny prze­dział cza­sowy to lata 2015 – 2020.

Komen­tarz Dmi­tra Orlova na temat pre­zen­ta­cji Den­nisa Meadowsa pod­czas tego­rocz­nej konferencji:

Den­nis z powo­dze­niem prze­wi­dział upa­dek cywi­li­za­cji prze­my­sło­wej cztery dekady temu. Z powo­dze­niem, ponie­waż model, który zapre­zen­to­wał w 1972 roku w zdu­mie­wa­jący spo­sób pokrywa się z obser­wa­cjami. Od tam­tej pory zgro­ma­dził kilka ogrom­nych pudeł arty­ku­łów, które pró­bo­wały oba­lić jego twier­dze­nia oraz nie­po­zorną stertę tek­stów, które przy­znały, że miał rację*. Nawet w nauce pra­wi­dłowa odpo­wiedź nie jest drogą do uzna­nia, jeśli prawda jest sprzeczna z domi­nu­ją­cym para­dyg­ma­tem (nie­ogra­ni­czo­nego gospo­dar­czego wzro­stu na pla­ne­cie z ogra­ni­czo­nymi zaso­bami). Den­nis nie­chęt­nie przy­stał na udział w tej kon­fe­ren­cji. Wyco­fał się już z dys­ku­sji na temat Klubu Rzym­skiego i zna­lazł bar­dziej rado­sne spo­soby na spę­dza­nie wol­nego czasu. Ale zda­wał się być zado­wo­lony z wyniku, mówiąc, że po raz pierw­szy zetknął się z publicz­no­ścią, któ­rej nie trzeba było prze­ko­ny­wać. Dzięki temu wię­cej czasu poświę­cił na doda­nie kilku szcze­gó­łów, które moim zda­niem są nie­zwy­kle istotne – wśród nich był fakt, iż jego model World3 jest dokładny tylko do czasu osią­gnię­cia szczy­tów [wydo­by­cia, zuży­cia, eks­pan­sji etc.]. Kiedy nastą­pią (w latach 2015 – 2020), wyda­rze­nia poto­czą się lawi­nowo w spo­sób nie­prze­wi­dy­walny: po prze­kro­cze­niu tego punktu zdol­ność pre­dyk­cyjna modelu prze­sta­nie być uży­teczna, ponie­waż zało­że­nia, na któ­rych się opiera utracą swe znaczenie.

Pod­czas kon­fe­ren­cji Meadows zauwa­żył rów­nież, że w 1972 roku wyko­rzy­sty­wa­li­śmy około 85% pojem­no­ści środo­wi­ska Ziemi, dzi­siaj wyko­rzy­stu­jemy ponad 125%. Odkła­da­nie w cza­sie powrotu do byto­wa­nia w gra­ni­cach pla­ne­tar­nego środo­wi­ska z każ­dym mie­sią­cem osła­bia zdol­ność Ziemi do tole­ro­wa­nia naszej obecności.

Powo­dem naszego braku reak­cji na zmianę kli­matu nie jest brak lep­szych modeli, powie­dział. Ludzi po pro­stu zmiana kli­matu nie obcho­dzi. Nasze epi­ta­fium?

Meadows opi­sał pięć powo­dów, które spra­wiają, że jest zbyt późno, aby osią­gnąć zrów­no­wa­żony rozwój.

  • Dys­kurs publiczny ma trud­no­ści z sub­tel­nym, warun­ko­wym przekazem.
  • Zwo­len­nicy wzro­stu zmie­niają uza­sad­nie­nie swo­jego para­dyg­matu, nie zmie­niają samego paradygmatu.
  • Glo­balny sys­tem wyszedł daleko poza pojem­ność środowiska.
  • Zacho­wu­jemy się tak, jakby zmiana tech­no­lo­giczna mogła zastą­pić zmianę społeczną.
  • Hory­zont cza­sowy naszego sys­temu jest zbyt krótki.

W 1972 roku moż­liwe były dwie opcje w odnie­sie­niu do przy­szłego kursu cywi­li­za­cji – „prze­ro­śnię­cie” [prze­kro­cze­nie pojem­no­ści środo­wi­ska Ziemi] lub zrów­no­wa­żony roz­wój, powie­dział Meadows. Pomimo nie­zli­czo­nych kon­fe­ren­cji i komi­sji poświę­co­nych zrów­no­wa­żo­nemu roz­wo­jowi, świat zde­cy­do­wał się na „prze­ro­śnię­cie”. Dwu­nożné, łyse małpy zro­biły to, co zawsze. Zdo­mi­no­wały i pod­po­rząd­ko­wały sobie Zie­mię. W obli­czu nie­od­par­tych dowo­dów zbli­ża­ją­cego się egzy­sten­cjal­nego zagro­że­nia, sfor­mu­ło­wały wykręty i pod­jęły próbę przebrnięcia.

Glo­balna cywi­li­za­cja będzie jedną z wielu ofiar kli­matu i Matki Natury – zmiany pędzą w naszą stronę w tem­pie prze­kra­cza­ją­cym wszel­kie porów­ny­walne prze­obra­że­nia z ostat­nich 3 milio­nów lat [w przy­padku kli­matu naj­szyb­ciej od 65 milio­nów lat; przyp. tłum.]. Tym razem zmiana będzie dłuż­sza i głęb­sza. Fun­da­men­tal­nie zabu­rzy­li­śmy pla­ne­tarne cykle azotu, dwu­tlenku węgla i potasu. Zie­mia praw­do­po­dob­nie nigdy nie przy­wróci eko­sys­temu, w któ­rym będą mogły żyć dwu­nożné ssaki z mózgiem o dwóch pół­ku­lach. Z całą pew­no­ścią nie będzie to moż­liwe przez miliony lat.

Bada­nie Uni­wer­sy­tetu w Mel­bo­urne usta­liło, że pro­gnozy przed­sta­wione 40 lat temu w książce [“Gra­nice wzro­stu”] są trafne. […]

  • Wygląda na to, że pierw­sze sta­dia schyłku już się roz­po­częły. Glo­balny kry­zys finan­sowy 2007 – 2008 i nie­prze­rwana gospo­dar­cza zapaść mogą być zwia­stu­nem surow­co­wych ogra­ni­czeń. Pogoń za bogac­twem mate­rial­nym dopro­wa­dziła do nie­zrów­no­wa­żo­nych pozio­mów zadłu­że­nia, a wyż­sze ceny żywno­ści i ropy przy­czy­niły się do ban­kructw i glo­bal­nego kry­zysu finansowego. […]
  • Naj­pew­niej rezul­ta­tem [gra­nic wzro­stu] będzie nagły i nie­kon­tro­lo­wany schy­łek zarówno popu­la­cji, jak i zdol­no­ści produkcyjnej. […]

Jest już raczej za późno, aby prze­ko­nać świa­to­wych poli­ty­ków i bogate elity do obra­nia innego kursu. Nad­szedł czas, aby reszta z nas pomy­ślała o tym, jak zabez­pie­czyć się przed nie­pewną przyszłością.

autor: Alexander Sikora

Tłu­ma­cze­nie: exignorant

[1] Tytuł pocho­dzi od redak­cji Progg. Tekst opu­bli­ko­wany w sierp­niu 2014 na stro­nie Exignorant’s Blog. Prze­druk za zgodą autora, któ­remu ser­decz­nie dzię­ku­jemy. Cie­szymy się także dal­szą współpracą.

tytul: Zwyciężamy w walce o ocalenie świata - w kwestii zmiany klimatu, Monsanto, naszych oceanów, Internetu, demokracji i innych!tytul: Samorządowa kontrrewolucjatytul: Świat: Wielka korupcja w inwestycjach węglowychtytul: Węglowa autarkia – bezpieczna energia dla każdego?tytul: Apel  Koalicji Klimatycznej do Prezydenta RP   w związku ze Szczytem Klimatycznym ONZ w Nowym Jorkutytul:  Wysłuchanie publiczne w sprawie projektu ustawy o OZEtytul:  Wątpliwe argumenty antyklimatyczne i nieuzasadniony atak na OZE w publikacji think-tanku prof. Balcerowiczatytul: Koalicja Klimatyczna przedstawia uwagi do Polityki energetycznej Polski do 2050 roku
view_list  inne artykuły z tematu Zasoby naturalne:
mh

index_trendy.php: Czarne złoto: kłopoty z nadmiarem

Między sierpniem 2014 r. a zimą 2016 r. cena baryłki ropy spadła trzykrotnie. Zlikwidowanych zostało ponad 250 tys. miejsc pracy w sektorze, który musiał wycofać się z wielkich inwestycji lub też odłożyć je na później.

mh

Jak koncerny próbują przechwytywać ruchy obywatelskie.

Relacja z konferencji w Berlinie „Kiedy koncerny zarządzają protestami” (26.09.2015)

mh

index_trendy.php: Krwawe minerały

Parlament Europejski tworzy system obowiązkowej certyfikacji europejskich importerów. Europejscy importerzy tytanu, tantalu, wolframu i złota będą podlegać obowiązkowej certyfikacji przez UE.

mh

index_trendy.php: Prezes zabija bezkarnie

Korporacje mają wolność słowa, prawo do wpływania na wyniki wyborów, wolność wyznania. Zwykli ludzie mają coraz mniej i mniej praw i coraz gorszy dostęp do sprawiedliwości. Z Katie Redford rozmawia Katarzyna Wężyk.

mh

index_trendy.php: Nasza cywilizacja żyje na kredyt przyszłych pokoleń

Wzrost PKB i konsumpcja mogą stać się powodem upadku cywilizacji dobrobytu.

mh

index_trendy.php: Historia walki Aborygenów z kopalniami uranu

Aborygen Galarrwuy Yunupingu:
Ziemia to mój kręgosłup. Tylko dlatego trzymam się prosto…
Myślę o ziemi jak o dziejach mojego narodu.

pokaż więcej touch_app
 
link terra
Materiały zgromadzone na serwisie dostępne są na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 4.0 Międzynarodowe.