Zasoby naturalne

Prezes zabija bezkarnie

20 kwietnia 2015 min
(galeria fotografii)

Korporacje mają wolność słowa, prawo do wpływania na wyniki wyborów, wolność wyznania. Zwykli ludzie mają coraz mniej i mniej praw i coraz gorszy dostęp do sprawiedliwości. Z Katie Redford rozmawia Katarzyna Wężyk.

Katie Redford - ur. w 1968 r., prawniczka, obrończyni praw człowieka, współtwórczyni Earth Rights. Stypendystka fundacji Ashoka.

KATARZYNA WĘŻYK: Wie pani, co wyrzuca Google, gdy się wpisze "Shell human rights"?

KATIE REDFORD: Nie.

Trzy pierwsze wyniki odsyłają do strony Shella, który zapewnia, że prawa człowieka są częścią kodeksu etycznego firmy.

- Oczywiście.

Podobnie Chevron, z którym procesuje się Earth Rights.

- Pochwalić sprawny P R. I Shell, i Chevron były wielokrotnie oskarżane o praktyki sprzeczne z tymi zapewnieniami, od zatruwania ziemi i wody po najmowanie bojówek do ochrony ich interesów. Tysiące osób nie zgodziłyby się z deklaracjami z ich stron internetowych. Ale głos koncernów paliwowych jest lepiej słyszalny.

Dlaczego korporacje tak łatwo unikają odpowiedzialności?

- Bo prawo międzynarodowe w znakomitej większości nie reguluje i nie kontroluje działań wielkiego biznesu. I kiedy korporacja zaczyna wydobywać surowce w krajach rozwijających się, nierównowaga sił między nią a rdzenną ludnością czy marginalizowanymi lokalnymi społecznościami jest tak wielka, że koncern praktycznie robi, co chce. Zwłaszcza że dzieje się to z dala od kamer, bez świadków, a ofiary są zastraszane.

Te ofiary to wasi "klienci".

- Earth Rights pozywa korporacje w imieniu poszkodowanych. Ale nie tylko. Domagamy się też wprowadzenia skuteczniejszych mechanizmów regulacyjnych. Prawo można zmieniać na wiele sposobów. W USA na mocy sądowych precedensów - to nasza działka - ale także dzięki inicjatywom rządu. Tyle że obecnie władza średnio sobie z tym radzi.

Bo w amerykańskiej polityce jest za dużo korporacyjnych pieniędzy?

- Za dużo pieniędzy i za dużo lobbystów. Demokraci i Republikanie nie potrafią się dogadać w żadnej sprawie, z wyjątkiem zwiększenia wpływów wielkiego biznesu.

Ale to żadna nowość, że prezydent i Kongres są kontrolowani przez korporacje, w końcu to dzięki ich pieniądzom zostają wybrani. Dlatego ostatnią nadzieją na sprawiedliwość zawsze były sądy. Niestety, dziś sąd najwyższy również sprzyja korporacjom.

Jednak mamy po swojej stronie coś, czego oni nie mają: prawdziwe, żywe istoty, które opowiadają, co je spotkało. To potężne narzędzie. Opowieść matki, której zamordowano dziecko podczas przymusowego wysiedlenia pod budowę rurociągu, ma zupełnie inną wagę niż "dokładamy wszelkich starań i dotrzymujemy standardów" z ust prezesa.

Dlaczego wybrała pani działalność non profit zamiast lukratywnej prywatnej praktyki?

- Rany, do końca to nie wiem.

Od dziecka wiedziałam, że chcę być prawnikiem, bo wkurza mnie niesprawiedliwość. A po college'u pojechałam jako wolontariuszka do obozu uchodźców na granicy Tajlandii z Birmą. Trzy kilometry dalej toczyła się wojna. Bomby wybuchały tak blisko, że bambusowa chata, w której uczyłam angielskiego, się trzęsła. I cały czas chodziło mi po głowie: "Boże, jak to jest, że ja urodziłam się w Ameryce i mogę żyć w pokoju, a ci ludzie nie?".

Kiedy wróciłam do domu, wojna w Birmie już nie była dla mnie telewizyjnym newsem. Miała twarz konkretnych ludzi. Przyjaciół. Podczas pożegnalnego przyjęcia ktoś powiedział: "Wracasz do Ameryki, jako prawnik będziesz walczyć o sprawiedliwość, więc użyj swojej wolności, żeby nam pomóc".

No więc każdego lata, kiedy studenci prawa zwykle odrabiają praktyki w kancelariach, ja na granicy birmańskiej robiłam wywiady i zbierałam dowody dla organizacji pozarządowych. No i okazało się, że niektóre z tych zbrodni wojennych mają związek z działalnością koncernu paliwowego Unocal. Uznałam, że muszę coś z tym zrobić. A skoro to amerykańska firma, to musi podlegać amerykańskim prawom. Dlaczego więc nie pociągnąć jej do odpowiedzialności przed amerykańskim sądem?

Korporacje pozywa rządy o odszkodowanie za pieniądze, których nie zarobiły. Czy chcemy Partnerstwa Transatlantyckiego?

Wygrzebała więc pani prawo sprzed 200 lat. The Alien Torts Claims Act, zapomniany przepis, który pozwala cudzoziemcom składać pozwy przed amerykańskim sądem.

- Obrońcy praw człowieka już wcześniej sięgali po nie przy pozwach dotyczących urzędników państwowych. Przerabiałam te sprawy na wydziale prawa, więc pomyślałam: "Skoro można przed amerykańskim sądem postawić dyktatora albo generała za coś, co zrobił w Paragwaju czy Argentynie, to dlaczego nie korporację? Przecież to to samo: jeśli zabijałeś i torturowałeś, nie powinno ci to ujść na sucho".

Wzięłam więc ten przepis i zastosowałam go do korporacji. Nikt tego wcześniej nie zrobił.

Ile miała pani lat?

- Byłam na trzecim roku studiów, czyli 26. Zebraliśmy się w trójkę: ja, kolega ze studiów Tyler Giannini i Ka Hsaw Wa, jeden z liderów studenckiej rewolty w 1988 roku, birmańskiej wersji placu Tiananmen. Ka Hsaw Wa przez sześć lat ukrywał się w dżungli, dokumentując naruszania praw człowieka. Ustaliliśmy, że on zajmuje się zbieraniem dowodów, znajdowaniem klientów i świadków, a ja i Tyler odpowiadamy za teorię i stworzenie zespołu.

Dostaliśmy stypendium od fundacji Echoing Green, jakieś 35 tys. dol. Uznaliśmy: super, mamy pieniądze, pozwijmy koncern paliwowy!

Średnio realistyczne.

- Za grosz. Ale niesprawiedliwość, która dotknęła naszych klientów, była tak wielka, że kwestie w rodzaju "nikt tego wcześniej nie robił" lub "jak opłacimy rachunki, mając 35 tys. dol. na cały rok?" wydawały się nieistotne.

I przed sądem stanęła dwójka studentów przeciwko grupie prawników w garniturach od Armaniego, którzy zarabiali ten wasz roczny budżet w jeden dzień?

- Niezupełnie. Mieliśmy dość rozumu, żeby wiedzieć, czego nie wiemy i czego nie jesteśmy w stanie zrobić. Sami przygotowaliśmy pozew, ale do poprowadzenia sprawy znaleźliśmy bardziej doświadczonych prawników. Okazało się zresztą, że wielu z nich czekało na okazję do pozwania korporacji za łamanie praw człowieka, tylko brakowało im odpowiedniego przypadku.

Bo jeśli chcieliśmy zmienić prawo, Birma i Unocal nadawały się idealnie. Odpadał argument, że sprawę powinien rozpatrzyć lokalny sąd, bo system prawny w Birmie nie działał. No i przypadki łamania praw człowieka były ekstremalne.

Czyli?

- Birma była wówczas dyktaturą rządzoną przez jedną z najbardziej brutalnych armii świata. Praca niewolnicza była nagminna. Wojskowi korzystali przede wszystkim z darmowych tragarzy, którzy transportowali broń, amunicję i zapasy. Kobiety "pracowały" na dwie zmiany - w dzień nosiły ładunki, w nocy były gwałcone. Obrońcy praw człowieka wielokrotnie informowali Unocal o tych praktykach, ale koncern mimo to wynajął wojsko do ochrony rurociągu.

Region zalały tysiące żołnierzy. Najpierw okoliczni chłopi musieli zbudować baraki dla wojska, potem tysiące ludzi zapędzono do wycinki dżungli i pracy na budowie rurociągu. Ci, którzy padali ze zmęczenia, byli często torturowani i zabijani. Kobiety gwałcono.

Wśród naszych klientów była kobieta, której mąż uciekł z obozu. Została pobita, a jej dziecko żołnierze wrzucili do paleniska.

Zdobyliśmy dokumenty świadczące, że firma wiedziała, co tam się dzieje.

Sądowa batalia trwała dziesięć lat.

- Pozew złożyliśmy w 1996 roku, rok po dyplomie. I odnieśliśmy pierwsze zwycięstwo: sąd go nie odrzucił, a nasza sprawa stała się pierwszym w historii procesem korporacji o złamanie praw człowieka. Stworzyliśmy precedens: sądy otworzyły się na sprawy przeciw korporacjom.

Potem było postępowanie sądowe, czyli zbieranie dowodów, zeznania świadków i tak dalej. Wreszcie w 2004 r., kiedy przygotowywaliśmy się do procesu przed kalifornijskim sądem, zaczęły się negocjacje w sprawie ugody. Jeśli firma uważa, że może przegrać, lub jeśli nie chce przyciągnąć uwagi mediów, woli uniknąć procesu.

Nie chciała pani pogrążyć ich surowym wyrokiem?

- Nigdy nie ma gwarancji, że się to uda. Co więcej, w jedynym przypadku w naszej karierze, gdy doszło do procesu, przegraliśmy. Nie da się przewidzieć, jak zdecyduje ława przysięgłych.

Nawet gdy zeznaje matka, której dziecko wrzucono w ogień?

- Nawet. Poza tym proces kończy się wyrokiem i zasądzeniem odszkodowania. W ugodzie możesz wynegocjować więcej pieniędzy.

Za to godzisz się na mniejszy rozgłos.

- To prawda. Ale rozgłos działa w obie strony. Nasi klienci byli anonimowi, przez dziesięć lat musieli się ukrywać; nie mogli iść do obozów dla uchodźców, bo nie mielibyśmy do nich dostępu, nie mogli wrócić do domów, nie mogli też pojechać do USA, bo nie mieli paszportów. Więc OK, mieliśmy zeznanie matki, ale nagrane na wideo, z zamazaną twarzą i głosem tłumacza. Czy ława przysięgłych uznałaby je za przekonujące?

No i ugoda jest ostateczna. Fajnie, wygrywamy, ale potem są apelacje. Kolejnych pięć-siedem lat. A dzięki ugodzie nasi klienci zamknęli sprawę na własnych warunkach i od razu dostali pieniądze.

Ile musiał zapłacić Unocal?

- Nie mogę powiedzieć.

Czytałam, że 30 mln dol.

- Mogę jedynie powiedzieć, że to było dość, by zmienić życie tych ludzi. Choć oczywiście żadne pieniądze nie przywrócą matce dziecka.

Ale najważniejsze jest co innego - zwycięstwo praw człowieka. Birmańczycy rozłożyli koncern paliwowy na łopatki. Razem wysłaliśmy ostrzeżenie dla innych firm: takie praktyki kosztują, i chodzi nie tylko o pieniądze, ale także utratę reputacji.

Nawet 100 mln to dla tak wielkiej firmy tylko lekki klaps.

- Nie sądzę, żeby firmom paliwowym jakiekolwiek odszkodowanie zrobiło różnicę. Katastrofa wynajętej platformy wiertniczej w Zatoce Meksykańskiej już kosztowała BP kilka miliardów dolarów, mimo to działa. Unocal próbował wyciągnąć odszkodowanie od swojego ubezpieczyciela, co doprowadziło do kolejnego procesu, bo ten uznał, że w polisie nie było mowy o takich praktykach. I wygrał. Więc lekcja była podwójna: po pierwsze, jeśli łamiesz prawa człowieka, możesz zostać pozwany i przeczołgany przez media. Po drugie, nikt cię od tego nie ubezpieczy.

Unocal i jego nowy właściciel Chevron. Program dokumentalny Democracynow.org

Gdyby miała pani zrobić listę największych korporacyjnych przestępców, kto by się na niej znalazł?

- Lista jest długa. Na pierwszym miejscu Chevron. Nie tylko dlatego, że bezczelnie łamie prawa człowieka i zanieczyszcza środowisko, ale też jest agresywny. W Ekwadorze Texaco - obecnie część Chevronu - zatruło wielkie połacie puszczy, bezwzględnie atakowało nie tylko prawników, ale też aktywistów, organizacje pozarządowe i amazońskich Indian.

Dalej - Dow Chemical, który odpowiada za katastrofę w indyjskim Bhopalu, gdzie w 1984 roku wyciek gazu zabił prawie 4 tys. osób, a zdrowie dziesiątek tysięcy ucierpiało. Reprezentujemy osoby, które po ponad 30 latach nie mogą się doczekać sprawiedliwości. Ludzie nie są odpowiednio leczeni, bo firma nie chce powiedzieć, jakie chemikalia trafiły do atmosfery i wody!

Dalej - Monsanto, które stwarza ogromne problemy w rolnictwie. Chiquita - zna pani Chiquitę?

Dow Chemical i Monsanto produkowały herbicydy na potrzeby armii: W Wietnamie ponure dziedzictwo wojny sprzed półwiecza

"Każdy banan chce być bananem Chiquita"?

- Tak, uprawiają banany. A przy okazji wynajmują w Kolumbii szwadrony śmierci jako ochronę plantacji. Niektóre z nich, jak AUC, były na amerykańskiej liście organizacji terrorystycznych.

Chiquicie to nie przeszkadzało?

- Wcale. Do czasu, gdy za George'a W. Busha Departament Sprawiedliwości oskarżył ją o złamanie prawa. Chiquita zapłaciła 25 mln dol. amerykańskiemu rządowi. Ofiary i rodziny zabitych i torturowanych wciąż czekają na sprawiedliwość. Złożyliśmy w ich sprawie pozew cywilny.

Czy pozywanie korporacji jest niebezpieczne? W końcu chodzi o duże pieniądze i potężnych graczy.

- Tu, w waszyngtońskim biurze, nigdy nie czuliśmy się zagrożeni. Fizycznie zagrożeni, bo np. były ataki na naszą stronę internetową. Niebezpiecznie bywa wtedy, gdy odwiedzamy klientów - czy to w miejscach, gdzie trwa wojna, czy w regionach malarycznych. Albo kiedy musimy przez dwa dni płynąć łodzią po Amazonce, po wodach, w których jest pełno piranii, i łódka zaczyna tonąć.

No i chociaż nigdy nam nie grożono odebraniem licencji, to nasi współpracownicy w Kambodży czy Tajlandii regularnie słyszą, że zaraz ją stracą. Albo że trafią do więzienia, bo naruszyli jakiś dekret wojskowy.

A wasi klienci? Czy próbowano ich uciszyć?

- Staramy się temu zapobiegać i raczej nam się udaje. Ale mamy informacje, że przedstawiciele korporacji stawiali się w Departamencie Stanu i mówili: "Nie wydawajcie wiz tym ludziom, oni nie sprzyjają naszym interesom".

Słucham?

- Przyjaciele z Departamentu Stanu powiedzieli nam, że Chevron jest tam codziennie. Kiedy został pozwany za zanieczyszczanie Amazonki, ostro walczył o to, żeby proces odbył się w Ekwadorze, w miejscu zdarzenia. Wygrali, ale w międzyczasie w Ekwadorze zmienił się rząd. I tamtejszy sąd orzekł, że Chevron musi zapłacić 19 mld dol. odszkodowania. A taka suma naprawdę może rozłożyć firmę na łopatki, więc Chevron zawołał: "Chwileczkę, to nie fair, ekwadorskie sądy są uprzedzone!". No i tak długo lobbował w rządzie, aż ten obłożył Ekwador sankcjami za "niesprawiedliwy" wyrok.

To oczywiście nie dotyczy tylko Chevronu. Firmy mają nieograniczony dostęp do ucha rządzących.

Firmy czasem udaje się ukarać. A ich szefów?

- Powinni ponieść karę, bo odpowiadają za działania swoich firm. Tyle że jedyne prawo, którego możemy używać w sprawach o łamanie praw człowieka przez korporacje, to prawo cywilne. Dlatego w USA szef nie pójdzie do więzienia za złamanie praw człowieka poza granicami kraju. I z tego, co wiem, nigdzie na świecie.

Bezkarność w pakiecie.

- Żartujemy sobie - choć tak naprawdę to nie jest śmieszne, że jeśli chcesz, żeby morderstwo uszło ci na sucho, musisz go dokonać służbowo.

Czyli facet, który ukradnie batonik Mars, ale mieszka w Kalifornii i ma już dwa wyroki za kradzież, dostanie 25 lat, ale szef korporacji, która wynajęła szwadrony śmierci, tylko mniejszy bonus?

- A i to niekoniecznie. Wskazała pani precyzyjnie problem, który codziennie usiłujemy naświetlać: korporacje działają ponad prawem. Domagają się immunitetu i go dostają; cieszą się specjalnym statusem i nie odpowiadają za łamanie praw człowieka. To jest alarmujące samo w sobie, ale jeszcze bardziej na szerszym tle, bo w USA sądy przyznają korporacjom coraz większe prawa. Weźmy sprawę Citizen United albo Hobby Lobby. Słyszała pani o nich?

Pierwsza umożliwiła korporacjom nieograniczone dotowanie kampanii wyborczych, druga pozwoliła im odmawiać kobietom pokrywania kosztów antykoncepcji w ubezpieczeniu.

- Właśnie. Wszystko pod hasłem ochrony wolności słowa.

Tak więc korporacje mają wolność słowa. Mają prawo do wpływania na wyniki wyborów. Mają wolność wyznania. Ich uprawnienia rosną, za to obowiązki maleją. Niedawno na przykład sąd najwyższy mocno zawęził możliwość pozywania korporacji za łamanie praw człowieka za granicą. Jednocześnie zwykli ludzie mają coraz mniej i mniej praw i coraz gorszy dostęp do sprawiedliwości. To oburzające.

Ewa Siedlecka: Prawa człowieka stają się dla Zachodu przeszkodą w wygodnym i bezpiecznym życiu


 

MASONI DOBROCZYNNOŚCI.
"A" jak anioł. Albo jak Ashoka


Wikipedię wymyślił Jimmy Wales, członek Ashoki. Ruch Slow Food zapoczątkował Carlo Petrini należący do Ashoki.

Couchsurfing to pomysł Caseya Fentona, członka Ashoki. Malala Yousafzai, laureatka Pokojowej Nagrody Nobla 2014 za walkę o prawo pakistańskich dziewczynek do edukacji, chodziła do szkoły prowadzonej przez należącego do Ashoki Mohammada Alego. Muhammad Yunus, twórca koncepcji mikrofinansowania, należy do Ashoki od 2001 roku.

Ashoka to międzynarodowa organizacja pozarządowa, która wyszukuje i wspiera innowatorów społecznych. Działa w 87 krajach, liczy 3 tys. członków. Jej celem jest m.in. zmniejszanie biedy, poprawa edukacji, sprawiedliwy dostęp do edukacji i opieki zdrowotnej.

Nazwa organizacji ufundowanej przez Billa Darytona, doradcę prezydenta Jimmy'ego Cartera, wywodzi się od panującego w Indiach w III w. p.n.e. cesarza Aśoki, "indyjskiego Kazimierza Wielkiego".

Więcej na http://poland.ashoka.org oraz www.ashoka.org

tytul: Jesteśmy supertytul: Czy środowisko ma rację bytu w twardej światowej polityce?tytul: Dyktatura firm wielonarodowychtytul: 12 mld z kieszeni Kowalskich dla koncernów.tytul: Miasta będą się bronić przed zmianami klimatutytul: Co nowego w polityce energetycznej?tytul: Prawie 870 mln euro z programu LIFE na działania na rzecz klimatutytul: Nasza cywilizacja żyje na kredyt przyszłych pokoleń
view_list  inne artykuły z tematu Zasoby naturalne:
mh

index_trendy.php: Czarne złoto: kłopoty z nadmiarem

Między sierpniem 2014 r. a zimą 2016 r. cena baryłki ropy spadła trzykrotnie. Zlikwidowanych zostało ponad 250 tys. miejsc pracy w sektorze, który musiał wycofać się z wielkich inwestycji lub też odłożyć je na później.

mh

Jak koncerny próbują przechwytywać ruchy obywatelskie.

Relacja z konferencji w Berlinie „Kiedy koncerny zarządzają protestami” (26.09.2015)

mh

index_trendy.php: Krwawe minerały

Parlament Europejski tworzy system obowiązkowej certyfikacji europejskich importerów. Europejscy importerzy tytanu, tantalu, wolframu i złota będą podlegać obowiązkowej certyfikacji przez UE.

mh

index_trendy.php: Nasza cywilizacja żyje na kredyt przyszłych pokoleń

Wzrost PKB i konsumpcja mogą stać się powodem upadku cywilizacji dobrobytu.

mh

index_trendy.php: Czy cywi­li­za­cja prze­my­słowa w obec­nym kształ­cie prze­trwa?

Jak wia­domo, na Proggu uwa­żamy, że jest to nie­moż­liwe i usil­nie szu­kamy kie­run­ków i pomy­słów na zmiany. Rzadko publi­ku­jemy mate­riały sku­pia­jące się na powo­dach moż­li­wego upadku.

mh

index_trendy.php: Historia walki Aborygenów z kopalniami uranu

Aborygen Galarrwuy Yunupingu:
Ziemia to mój kręgosłup. Tylko dlatego trzymam się prosto…
Myślę o ziemi jak o dziejach mojego narodu.

pokaż więcej touch_app
 
link terra
Materiały zgromadzone na serwisie dostępne są na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 4.0 Międzynarodowe.