OZE

Czy biogazownie uratują polską energetykę?

22 lipca 2016 min
(galeria fotografii)

Sejm uchwalił nowelizację ustawy o OZE. Przepisy określą na nowo zasady wsparcia dla rozwoju energii ze źródeł odnawialnych

Sejm uchwalił nowelizację ustawy o OZE. Przepisy określą na nowo zasady wsparcia dla rozwoju energii ze źródeł odnawialnych. Zdaniem wielu ekspertów otwiera to furtkę do rozwoju biogazownictwa, dla którego w Polsce warunki są wręcz wymarzone.

Nowe przepisy największe wsparcie w systemie aukcji energii z OZE przewidują przede wszystkim dla tych technologii, które wytwarzają energię w sposób stabilny i przewidywalny. Oznacza to mniejszy nacisk na produkcję energii z wiatru i słońca.Większe znaczenie ma zyskać bioenergia. 

Wiele miejsca w projekcie poświęcono biomasie, istotą rozwoju OZE ma stać się efektywne wykorzystanie lokalnie dostępnych surowców. Dlatego wprowadzono definicję biomasy lokalnej, czyli takiej, która pierwotnie jest pozyskana w promieniu nie większym niż 300 km od instalacji OZE.

Czy w takim razie biogazownie „pociągną” polskie OZE?

– Został zrobiony milowy krok, jakieś wątpliwości oczywiście są, są pytania, ale myślę, że otworzyła się droga do rozwoju bioenergetyki – mówi prezes Grupy IEN i Rolniczej Agencji Energii Daniel Raczkiewicz.

Jego zdaniem są wreszcie korzystne warunki do tego, żeby w gminach czy powiatach utworzono klastry energetyczne, a to jest początek do rozwoju lokalnej energetyki. Są zagwarantowane fundusze na działania takich klastrów i już pierwsze z nich powstają.

– Jestem pewien, że tych biogazowni w najbliższym czasie powstanie sporo – przekonuje i podkreśla:

– Ustawa dopiero przeszła przez Sejm, czeka jeszcze na podpis prezydenta, a dosłownie wczoraj powstał Klaster Tatrzański, trwają przygotowania do powołania trzech kolejnych. Na pewno więc to ruszy lada moment.

Także profesor Jacek Dach z Instytutu Inżynierii Biosystemów Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu, który od lat zajmuje się biogazownictwem, jest optymistą:

– Ustawa daje szanse małym i dużym, ale przede wszystkim zapewnia stabilizację warunków finansowych – podkreśla.

W stosunku do poprzedniej nowelizacji zmieni się też wsparcie dla prosumentów, jednoczesnych producentów i konsumentów energii. Zamiast taryf gwarantowanych – co zapisane było w noweli z lutego 2015 r., otrzymają oni tzw. opusty, czyli rozliczenie różnicy między ilością energii, którą prosument wyprodukował (np. w panelu fotowoltaicznym), a tą którą pobrał (w czasie, gdy nie świeci słońce i panel nie wytwarza prądu).

Czy jednak uda się zachęcić mieszkańców do działań prosumenckich? – Ciągle jesteśmy społeczeństwem niezbyt bogatym i większości mieszkańców nie stać na tworzenie takich instalacji prosumenckich, wciąż te projekty są stosunkowo drogie – mówi Daniel Raczkiewicz.

Jego zdaniem, tu jest rola samorządów, które poprzez klastry mogą tworzyć programy, projekt i znajdować na nie pieniądze dofinansowując indywidualne inwestycje. Zysk dla JST jest oczywisty, choćby rozwiązanie problemów ze smogiem, o którym tyle się mówi.

Polskie biogazownictwo w powijakach

Obecnie w Polsce pracują biogazownie o łącznej mocy 188,5 MW. Krajowy Plan Działania dla Źródeł Odnawialnych z 2010 r. zakładał, że w roku 2015 r. będzie to moc 230 MW.
Założeń nie udało się więc zrealizować. Polska to jednak rolnicza potęga i potencjał dla bioenergetyki jest ogromny.

– Niemcy posiadają ok. 1,8 mln h użytków rolnych mniej niż Polska, a tam działa 9,2 tys. biogazowni opartych głównie na kiszonkach z kukurydzy, a my możemy mieć niewiele mniejszą moc, w ogóle nie używając kiszonki, tylko bazując na biomasie odpadowej z rolnictwa i przemysłu spożywczego – mówi prof. Jacek Dach.

Nasz rozmówca przyznaje, że jest zainteresowanie bioodpadami ze strony resoru rozwoju:

– W marcu robiłem takie wyliczenie dla Ministerstwa Rozwoju, z którego wynika, że tylko część odpadów pochodzących z rolnictwa i przemysłu rolno-spożywczego pozwoliłaby na produkcję ponad 8 mld metrów sześciennych metanu rocznie, a to jest niewiele mniej niż cały import gazu ziemnego ze Wschodu.

Jak można policzyć, łączna moc takich instalacji pozwoliłaby zrezygnować z planów budowy elektrowni atomowej.

– Aż się prosi, żeby iść w tym kierunku, bo są czynniki proekologiczne, prospołeczne, prośrodowiskowe i biznesowe – zauważa profesor.

Także Daniel Raczkiewicz widzi jaśniejsze światełko dla bioenergetyki:

– To musi zadziałać, bo nie mamy innego wyjścia. Przecież już w ub. roku mieliśmy energetyczny blackout, teraz, choć to dopiero początek lata, też się mówi, że znów będą problemy. Bez energetyki lokalnej po prostu sobie nie poradzimy – przekonuje.

Jak zauważa, węgiel nadal będzie podstawą polskiej energetyki, ale miejsce dla OZE jest znaczące i będzie rosło.

Biogazownictwo może odegrać tu szczególną rolę, bo ma w porównaniu z fotowoltaiką czy energią wiatrową kilka zalet. Co podkreśla nowa ustawa, jest źródłem stabilnym, ale także rozwiązuje problem bioodpadów, a jeszcze daje nowe miejsca pracy.

– Taka farma fotowoltaiczna czy wiatrowa tych miejsc pracy nie tworzy zbyt wiele, w biogazowniach to jest cały łańcuch, od producentów komponentów, poprzez samą biogazownię, a potem odbiorców wyprodukowanej energii, ciepła – wylicza Raczkiewicz i dodaje:

– Moim zdaniem to są argumenty, które przekonają samorządy, gminy, mieszkańców do bioenergetyki. To już działa w wielu krajach, u nas właściwie nie istnieje, ale ten rozwój nastąpi szybko.

Trzeba też pamiętać, że biogazownie mogą produkować prąd i ciepło niemal bez przerw, a wyprodukowaną przez nie energię można łatwo magazynować – w postaci gazu. Biogaz może także służyć jako paliwo lub zastępować gaz ziemny.
Kolejnym atutem jest to, że dzięki biogazowniom można taniej niż dotąd i mniej uciążliwie dla otoczenia zagospodarowywać odpady rolne (np. gnojowicę) i te z przemysłu rolno-spożywczego

Biogazownia nie śmierdzi

Biogazownie dość powszechnie kojarzą się z otaczającym je smrodem.

Nawet podczas prac nad ostatnią nowelizacją, część posłów zwracała uwagę, że należy „w sposób konkretny i precyzyjny określić zasady ustalania lokalizacji takich obiektów”.

Długo forsowany był pomysł wprowadzenia zapisu określającego odległość biogazowni od zabudowań (tak jak ma to miejsce w przypadku wiatraków), ostatecznie jednak nie przeszedł.
Jak jednak widać biogazownie budzą obawy. Czy słusznie?

– Uciążliwość biogazowni to mit – mówi prof. Dach. – One, w latach 70-tych i 80-tych w Niemczech, powstały właśnie po to, żeby utylizować smród z farm zwierzęcych. U nas pokutuje taka opinia, bo przy budowie pierwszej w kraju biogazowni doszło do „wpadki” – wycofał się niemiecki inwestor, polska firma nie mająca technologów to dokończyła, a gdy na wielkie otwarcie przyjechali politycy i media odór był straszliwy. Zła fama poszła w Polskę, a tak naprawdę biogazownie są pod tym względem zupełnie nieszkodliwe.

Podkreśla to także Daniel Raczkiewicz:

– Biogazownie wbrew potocznej opinii, nie wydzielają zapachów, wiem z doświadczenia bo nasza firma współpracowała przy kilku takich inwestycjach. Myślę, iż pierwsze dobre przykłady i korzyści szybko przekonają mieszkańców, że to dla nich dobre i nie będzie takich problemów jak z wiatrakami.

Zaletą biogazowni jest także to, że przy ich budowie mogą zarobić polskie firmy.
– Jeśli stawiamy na energetykę jądrową to wiadomo, że inwestował będzie obcy kapitał, bo my nie mamy technologii. Inaczej w bioenergetyce, mamy swoje sprawdzone instalacje, a przy tym w naszych warunkach zachodnie instalacje się nie sprawdzą, bo one tam działają na innych zasadach, są mocno dofinansowywane i w naszych warunkach nie będą opłacalne – podkreśla Jacek Dach.

Opłacalność biogazowni

Do tej pory rachunek ekonomiczny nie był dla biogazowni korzystny i głównie to stało na przeszkodzie rozwoju tej gałęzi OZE.

– Mamy przy uniwersytecie biogazownię, która była projektowana do pracy na typowych produktach rolniczych. Kiedy liczyłem stopę zwrotu przy obecnych cenach to wyszło minus 20 procent, dzienna strata wynosiłaby ponad 4 tysiące złotych – mówi Jacek Dach.

Jak zauważa, „odpalanie” takiej instalacji w obecnych warunkach ekonomicznych byłoby samobójstwem finansowym.

– Teraz ją przerabiamy na instalację pracującą na tańszych bioodpadach i jeśli weźmiemy zarówno te odpady, jak i nową planowaną cenę na poziomie 580 złotych za megawatogodzinę, to stopa zwrotu z minus 20 proc. zmienia się na plus 19 proc. To przywraca opłacalność.

O czym trzeba pamiętać aby inwestycja w biogazownię była opłacalna?

Jak tłumaczy naukowiec z Poznania, trzeba zrobić inwentaryzację substratów, czyli zorientować się jakim materiałem, o jakiej wartości energetycznej i w jakiej ilości dysponujemy w najbliższym otoczeniu.

Druga rzecz to możliwość przyłączenia się do sieci elektrycznej.

– Bo cóż z tego, że wyprodukujemy biogaz i energię, jeśli nie będziemy mieli gdzie jej dostarczyć – przestrzega profesor i tłumaczy:
– Koszt 1 km linii przesyłowej to ok. kilkaset tysięcy złotych. Jeśli taki główny punkt zasilający będzie np. 10 czy 12 km dalej to się może okazać, że biogazownia będzie kosztowała 100 proc., a jeszcze 80 proc. trzeba będzie dołożyć do linii.

Nie tylko wieś

Czy nowelizacja ustawy o OZE to szansa jedynie dla terenów rolniczych? Co z miastami?

– Gospodarka komunalna to inna historia, tutaj głównym celem działalności związanej z biogazownictwem jest zutylizowanie odpadów, czyli zredukowanie zawartości materii organicznej w mieszanych odpadach przed ich złożeniem na składowisko. Oczywiście to też jest duży potencjał, ale wpływ ustawy o OZE nie jest tu znaczący – mówi prof. Dach.

Doktor Marek Goleń, ze Szkoły Głównej Handlowej, podkreśla jednak, że bioodpady komunalne, kuchenne można doskonale wykorzystać do produkcji biogazu.

– Żeby się o tym przekonać najlepiej jest zobaczyć jak robią to Szwedzi – mówi dr Marek Goleń.

Jak zaznacza naukowiec, problem jest jeden: odpady kuchenne, żeby się nadawały do wykorzystania, muszą być czyste, nie mogą być wymieszanie z popiołem, szkłem, plastikami czy na przykład zużytymi bateryjkami, czy świetlówkami, a to przecież polski standard odpadów zmieszanych.

– To musi być dobrze wysegregowany odpad u źródła i tu jest główny kłopot – dodaje.

Zdaniem Marka Golenia, w Szwecji system działa, bo społeczeństwo jest zdyscyplinowane i współpracuje z władzami, które takie metody postępowania z odpadami konsekwentnie wprowadza – już ponad 60% szwedzkich gmin segreguje odpady kuchenne u źródła. – Oni nastawili się na produkcję biogazu po to, żeby zrezygnować ze zużywania paliw kopalnych. To świadczy o możliwościach jakie daje ta technologia – mówi doktor Goleń.

Czy wiemy jak wygląda rynek biopaliw komunalnych, jaki jest potencjał?
– Nie liczyłem tego, ale w razie potrzeby można to dość szybko oszacować. Na pewno jest to ogromny potencjał, który w tej chwili niemal w całości marnujemy, bo jest zaledwie kilka zakładów w Polsce, które próbują ten potencjał jakoś wykorzystać. Było tych prób więcej, ale z powodu brudnego surowca to się nie udawało – tłumaczy.

Jak dodaje, to co my robimy z odpadami kuchennymi woła o pomstę do nieba w kontekście stawiania na gospodarkę o obiegu zamkniętym.

Jak bowiem podkreśla nasz rozmówca, trzeba pamiętać, że zyskiem z takich instalacji jest nie tylko biogaz. Najistotniejsze jest to, iż odpad, który teraz biologicznie stabilizujemy i potem trzymamy na składowiskach, jest wykorzystywany w rolnictwie jako naturalny nawóz. Korzyść jest więc ogromna i znacznie większa niż tylko pozyskanie energii.

– To oczywiście kosztuje, ale nie ma dobrych rozwiązań za darmo. Założenie, że będzie tanio skutkuje tym, że mamy śmieci w lasach i żwirowniach oraz cuchnące kompostownie – dodaje nasz rozmówca.

Dlaczego w takim razie nie postawiliśmy na biogazownie komunalne do tej pory?
– Bo odpad jaki produkujemy z odpadów kuchennych, czyli podsitową frakcję odpadów zmieszanych łatwiej i taniej jest kompostować, co prawda nie daje to korzyści, no, ale problem jest jakoś tam rozwiązany.

O kosztach biosystemów mówi także Andrzej Bartoszkiewicz – twórca systemu Eko AB.
– Potencjał w bioodpadach na pewno jest ogromny, ale żeby go wykorzystać trzeba do tego podejść systemowo, sieciowo – twierdzi.

Jak wylicza, mała biogazownia, żeby była wydajna, potrzebuje dziennie ok. 34-40 ton biopaliwa, a to są ogromne ilości.

– Takiej ilości odpadów nie wysegreguje się na obowiązujących dzisiaj zasadach: bo co z tego, że ja odpady wrzucam do worków czy pojemników o określonym kolorze, ale już sąsiad ma pojemnik z napisem „odpady zmieszane” i wrzuca tam wszystko jak leci – mówi.

Jego zdaniem to musi być działanie masowe.

– Wtedy będzie i taniej – gdyż powiedzmy sobie szczerze, np. w Szwecji, gdzie jest to bardzo popularne, mieszkańcy płacą za odpady naprawdę dużo – i skuteczniej, i efektywniej.

Bartoszkiewicz zwraca uwagę na to, iż problem zagospodarowania bioodpadów rośnie, bo rośnie konsumpcja – przybywa tzw. odpadów kuchennych.

– Niektórzy szacują, że stanowią one nawet do 60 proc. odpadów komunalnych – podkreśla nasz rozmówca.

Potencjał jest więc wielki, tylko trzeba go wykorzystać. – Mamy dobrych naukowców, można stworzyć własne projekty jak to biopaliwo wykorzystać, a pomysłów i możliwości jest dużo, choćby napędzanie samochodów.

Piotr Toborek

żródło: http://www.portalsamorzadowy.pl

tytul: Myśliwi będą panami lasówtytul: Krynica 2016. Jakość powietrza przebiła się do politykówtytul: Smog problemem Warszawy. Co poprawi jakość powietrza w mieście?tytul: Rząd stawia na węgiel, a Polacy na odnawialne źródła energiitytul: Puszcza Białowieska. Ministerstwo Środowiska odpowiada Komisji Europejskiejtytul: Dofinansowanie do ograniczenia niskiej emisji w woj. śląskimtytul: Puszcza Białowieska w ciągu trzech lat zginie bez wycinki drzewtytul: Szybka ścieżka dla ustawy o OZE. Ekolodzy zauważają oszustwo
view_list  inne artykuły z tematu OZE:
mh

Morska energetyka wiatrowa - lider OZE1

Morska energetyka wiatrowa rozwija się bardziej dynamicznie niż jakakolwiek inna technologia produkcji energii elektrycznej na świecie2. 

mh

Na Dolnym Śląsku powstał trzeci samorządowy klaster energii

Mirsk, Wleń, Lubomierz, Lwówek Śląski i Stara Kamienica powołały dzisiaj Izerski Klaster Energii Odnawialnej. To trzecie takie przedsięwzięcie realizowane przez samorządy na Dolnym Śląsku.

mh

Umowa partnerska pomiędzy PGE Obrót a TÜV SÜD Polska

Jedna z najbardziej znanych marek na świecie wspiera PGE Obrót przy produktach o charakterze technicznym. Celem jest podnoszenie jakości obsługi PGE przy wykorzystaniu doświadczenia TÜV SÜD.

mh

Chiny zachorowały na OZE

W ostatnich latach Chiny postawiły na OZE. Podyktowane jest to tym, że OZE jest coraz tańsze.

mh

wyborcza.biz: Rząd stawia na węgiel, a Polacy na odnawialne źródła energii

Od 1 września Warszawa daje 15 tys. zł na budowę minielektrowni słonecznych, a RWE chce ich zakup rozkładać na raty. - Polacy chcą zielonej energii - wynika z sondażu CBOS.

pokaż więcej touch_app
link terra
Materiały zgromadzone na serwisie dostępne są na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 4.0 Międzynarodowe.