tytul: Panele fotowoltaiczne na dachach autobusów miejskich w Lublinietytul: Nowa kopalnia węglowa pod Poleskim Parkiem Narodowym ?tytul: Monsanto wycofuje się z zasiewów GMO w Europietytul: Ekofobia w sezonie ogórkowymtytul: Polacy bliżej wytwarzania prądu na własne potrzebytytul: USA chcą chronić przyrodę. Nie wpuszczą statków na Antarktydę?tytul: Ministrowie UE porozumieli się w sprawie funduszu rybackiego - 6,4 mld eurotytul: EREC: Polska nie osiągnie celu w zakresie OZE na 2020 r.
min
wiadomości

Elektrownia atomowa na podwórku sąsiada

autor artykułu Vladimir Slivyak protestuje przeciw budowie elektrowni atomowej w Obwodzie Kaliningradzkim.  
opublkowano 23 lipca 2013

Po raz pierwszy w historii Rosji zdarzyło się, by Federalna Agencja Energii Atomowej Rosatom budowała reaktory jądrowe z myślą o eksportowaniu energii za granicę, a nie wyłącznie zaspokojeniu potrzeb własnego rynku. Przeciwko związanej z tym planami powstającej w Obwodzie Kaliningradzkim Bałtyckiej Elektrowni Jądrowej (Baltic NPP) protestuje Litwa.

Zapotrzebowanie na dostawy energii pokrywane jest obecnie w Kaliningradzie w stu procentach. Tak komfortową sytuację region zawdzięcza wybudowanej dwa lata temu elektrowni gazowej. W sytuacji braku deficytów energetycznych uzasadniony sprzeciw mieszkańców Obwodu wywołują plany uruchomienia reaktorów, które nie tylko stwarzają ryzyko powtórki scenariusza z Fukushimy, ale dodatkowo generować będą odpady atomowe niebezpieczne dla ludzi i środowiska w trudnej do określenia perspektywie czasowej. Dochód z inwestycji zasilić ma konta potentatów sektora jądrowego.

Od 1990 r. przedstawiciele przemysłu atomowego lobbowali za nuklearną inwestycją w Kaliningradzie co najmniej trzykrotnie. Za każdym razem organizowane pod hasłami nuklearnych innowacji akcje spotykały się jednak ze sprzeciwem lokalnych władz. Sytuacja ta zmieniła się diametralnie na skutek wprowadzonych przez rząd Federacji Rosyjskiej reform politycznych, wskutek których gubernatorzy przestali być wyłaniani w wyborach powszechnych, obejmując stanowiska z nominacji prezydenta. Zmiana zapatrywań na kwestię atomu w regionie szybko zaczęła być widoczna w decyzjach pierwszego nadesłanego z Moskwy gubernatora Georgija Boosa. Trzy lata później najpotężniejszy w 20-letniej historii Kaliningradu protest polityczny zmusił Boosa do rozstania z urzędem.

Ecodefense – pierwsza niezależna i najbardziej rozpoznawalna organizacja ekologiczna w Kaliningradzie kampanię przeciwko planom inwestycji jądrowych rozpoczęła w 2007 r. Organizowane przez nią akcje protestacyjne skłoniły lokalne władze do deklaracji zmiany stanowiska w sprawie budowy reaktorów. Po roku okazało się jednak, że władze mamiły mieszkańców obietnicami wycofania się z inwestycji, podejmując jednocześnie zobowiązania wobec rządowego Rosatomu.

Na zlecenie Ecodefense przeprowadzono w Kaliningradzie badania sondażowe, które pokazały jednoznaczny, 67-procentowy sprzeciw mieszkańców wobec atomu. Badania wykazały również deklarowane przez znaczącą większość respondentów poparcie polityki rozwoju alternatywnych, wykorzystujących odnawialne źródła energii inwestycji. Plany wybudowania elektrowni wiatrowych zostały jednak przez władze zarzucone, po tym, jak w obwodzie pojawił się Rosatom ze swoją wizją rozwoju infrastruktury jądrowej.
Ekonomia a eksport energii

Ostatnie analizy projektu Baltic NPP wykazały, że lokalny system energetyczny nie jest zdolny do transferów ilości energii, jakich uzyskanie przewidywane jest w wyniku uruchomienia budowanych w obwodzie elektrowni. Przeprowadzone badania ujawniły nie tylko nadmierne finansowe koszty realizacji projektu, ale także nieopłacalność zakupu energii z Kaliningradu wobec cen prądu oferowanych przez innych nadbałtyckich producentów.

Projekt został pomyślany jako przedsięwzięcie eksportowe, mimo iż sąsiedzi Rosji w tym rejonie – państwa członkowskie EU Litwa oraz Polska – nie wyraziły zainteresowania importem energii z kaliningradzkich zakładów. W przeciągu czterech ostatnich lat Rosatom, jak również zajmujący się sprzedażą rosyjskiego prądu za granicę holding InterRAO, usiłowały pozyskać choć jednego kontrahenta. Starania te zakończyły się jednak fiaskiem.

Rosyjski sektor jądrowy nie dawał za wygraną. Pod koniec 2012 r. pojawiły się informacje, że Rosatom prowadzi rozmowy handlowe z jedną z niemieckich firm zarządzających siecią przesyłową. Mimo iż nie można z całą pewnością obalić prawdziwości tych doniesień, trudno wyobrazić sobie, że Niemcy – kraj, który nie tylko posiada odpowiednie rezerwy energii na własny użytek, ale dysponuje nadwyżkami pozwalającymi na jej sprzedaż do innych krajów, mógł rozważać energetyczne interesy z Kaliningradem. Wydaje się to wątpliwe także w kontekście widocznego w polityce niemieckiej ostatnich lat stopniowego odchodzenia od energii opartej na atomie. I choć perspektywy pozyskania klienteli rysują się obecnie bardzo mgliście, rosyjski rząd wraz z agendą spółek odpowiedzialnych za promocję elektrowni wciąż próbuje pozyskać kontrahentów z któregoś z europejskich krajów. Gra toczy się o olbrzymie pieniądze. Poza tym, projekt pozbawiony jest dających się racjonalnie uzasadnić przesłanek. Postawione przed faktem rozpoczętych inwestycji środowiska ekologiczne z Rosji, Litwy i Polski zmuszone są przeciwdziałać skutkom lobbingu rosyjskiego sektora jądrowego w tej części wybrzeża Bałtyku.
Kłopoty z demokracją

Od początku rosyjski przemysł jądrowy lekceważył demokratyczne zasady partycypacji publicznej. W 2009 r. wielu zainteresowanych budową elektrowni mieszkańców regionu pozbawionych zostało przez organizatorów i policję prawa udziału w dotyczących inwestycji konsultacjach. W r. 2013 możliwości uczestnictwa w sesjach dotyczących kolejnej planowanej w Obwodzie inwestycji atomowej ograniczono jeszcze bardziej. Organizatorzy poinformowali mieszkańców, że zainteresowani udziałem zobowiązani są do przedłożenia wniosków z informacjami, o czym zamierzają w swoich wystąpieniach mówić.

Rosatom ograniczył się do zorganizowania wysłuchania tylko w jednym małym miasteczku całego Obwodu. Agencja odmówiła organizacji kolejnych spotkań – w samym Kaliningradzie oraz innych, mniejszych ośrodkach. Nie zdecydowano się ich zorganizować nawet na obszarach sąsiadujących bezpośrednio z atomowym kompleksem.
Bezpieczeństwo

Niski wskaźnik bezpieczeństwa rosyjskiego sektora jądrowego jest rzeczą powszechnie znaną. Całkowitą porażką okazały się także próby usunięcia skażeń radioaktywnych na terytoriach Rosji w przeszłości dotkniętych awariami systemów jądrowych. Afery korupcyjne, które w ciągu ostatnich dwu lat wychodziły na jaw w agencji Rosatom ostatecznie pozbawiły złudzeń, że ten sektor rosyjskiego przemysłu jest w stanie produkować wysokiej jakości komponenty, niezbędne do bezpiecznego funkcjonowania elektrowni.

W lutym 2012 r. firma powiązana z Rosatomem oskarżona została o wprowadzenie na rynek rosyjski i zagraniczny wykorzystywanego w przemyśle nuklearnym sprzętu o bardzo wątpliwej jakości. Katastrofa Czarnobylska z 1986 r. nie okazała się dostatecznym argumentem, by wycofać z użycia reaktory, które wówczas zawiodły, mimo iż reszta świata zdołała pożegnać się z nimi na zawsze. W regionie uralskim, gdzie w 1957 r. eksplozja w zakładzie atomowym „Majak” doprowadziła do bezprecedensowego skażenia terenu na powierzchni 20 000 km kw., wciąż odczuwalne są skutki radioaktywnego wycieku. Mieszkańcy tego regionu nigdy nie przestali żyć w napromieniowanym środowisku. Rosatom nie kwapi się jednak z wyasygnowaniem środków na ich przesiedlenie.
Błędna ocena wpływu na środowisko

Sprawą wartą odnotowania jest także to, że zastosowane wobec Bałtyckiej Elektrowni Jądrowej normy i procedury Oceny Oddziaływania na Środowisko nie są zgodne z obowiązującym w Rosji prawem. Projekt założenia bałtyckiego zespołu nuklearnego powstał i rozwijany był bez przeprowadzenia stosowanych techniczno-inżynieryjnych ekspertyz oraz badań geologicznych. Nie została także przeprowadzona ocena ryzyka sejsmicznego miejsca, na którym powstaje elektrownia. W technicznej dokumentacji projektu brak również instrukcji utylizacji odpadów radioaktywnych oraz wskazań dotyczących rozbrojenia reaktorów, choć obydwu instrukcji wymaga rosyjskie prawo.

Mimo iż obszar przeznaczony na kompleks Bałtyckiej Elektrowni Jądrowej wchodzi w zakres międzynarodowej przestrzeni powietrznej, projekt reaktora nie został przetestowany na wypadek poważnej katastrofy lotniczej. Według rządu litewskiego Baltic NPP w ogóle nie został przetestowany pod kątem spełniania norm bezpieczeństwa zgodnych ze standardami Unii Europejskiej i innych międzynarodowych regulacji.

Rzeczą niezwykle istotną jest także to, że powstający w Kaliningradzie kompleks jądrowy ma zostać wyposażony w dwa reaktory typu VVER-1200, które nie były dotąd wykorzystywane w rosyjskich elektrowniach. Brak zatem udokumentowanej historii bezpieczeństwa funkcjonowania tego typu urządzeń. Wprowadzenie ich do przemysłu jądrowego stanowić będzie rodzaj eksperymentu.

Nadbałtycki Projekt Nuklearny stawia wiele pytań dotyczących ekonomii, bezpieczeństwa nuklearnego, demokracji i negatywnej oceny społecznej planowanych inwestycji. Wszystkie te niejasności powinny wykluczyć możliwość jego dalszej realizacji. Tak jednak nie jest. Ecodefense apeluje zatem do polskich środowisk ekologicznych o przyłączenie się do kampanii, której celem jest zablokowanie powstającej w Kaliningradzie elektrowni. Nie możemy narażać świata na powtórkę z Czarnobyla i Fukushimy. Razem mamy szanse do tego nie dopuścić.

Przeł. Ewa Krzakowska.
za zgodą: http://zielonewiadomosci.pl

autor: Vladimir Slivyak

min

Vladimir Slivyak jest współprzewodniczącym Ecodefense – rosyjskiej organizacji ekologicznej, która od 2007 r. protestuje przeciw budowie elektrowni atomowej w Obwodzie Kaliningradzkim.

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ:

 
link terra
Materiały zgromadzone na serwisie dostępne są na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 4.0 Międzynarodowe.